Maturalny Kalendarz Adwentowy, 7. grudnia

Opracowanie przygotowała:

Dziś powtórzysz: streszczenie Innego świata, motywy ze Zdążyć przed Panem Bogiem, konteksty do Proszę Państwa do gazu, zadanie z wymową lektury.

Pełne opracowanie lektur i epok znajdziesz w moich Kursach maturalnych 💻✅

Streszczenie Innego świata Gustawa Herlinga Grudzińskiego

Streszczenie 

Część I

Witebsk — Leningrad— Wołogda

Narrator opisuje swój pobyt w radzieckich więzieniach.

Na początku opisuje pobyt w więzieniu Witebskim. Tutaj czas był odmierzany od posiłku do posiłku, o których strażnik informował kopnięciem w drzwi. Po posiłkach więźniowie rozmawiali, zbierali niedopałki papierosów.

Grudziński opisuje także kierowane wobec niego absurdalne oskarżenie i dowody w sprawie (oskarżono go o spiskowanie z Niemcami, a dowodami było niemiecko brzmiące nazwisko i oficerskie buty).

Narrator zwraca także uwagę czytelnika na małoletnich przestępców, którzy wypełniają radzieckie więzienia. Określało się ich jako „bezprizornych”. Już na tym etapie pojawia się wzmianka o „urkach”, czyli pospolitych przestępcach, często odsiadujących recydywę.

Bohaterem, z którym rozmawia tutaj Gustaw jest stary szewc z Witebska, którego oskarżono o „szkodliwość w rzemiośle”. Syn mężczyzny był lotnikiem, z czego ojciec był bardzo dumny. Wyznaje Gustawowi, że podczas przesłuchania i rewizji zabrano mu fotografię ukochanego syna.

Kolejne więzienie to zakład karny w Leningradzie. Grudziński opisuje więzienia przeznaczone dla obywateli ZSRR. Są oni osadzani w „pieriesyłkach”, czyli celach przypominających mieszkania. W takich względnie dogodnych warunkach przebywali złodzieje, chuligani i inni drobni przestępcy, których wyrok nie przekraczał osiemnastu miesięcy. Takich więźniów określano jako „bytowników”. Grudziński pisze także o więźniach politycznych, nazywanych „biełoruczkami”.

W tej części narrator opisuje spotkanie ze Szkłowskim, skazanym za „zbyt małe zainteresowanie wychowaniem politycznym żołnierzy”. Mężczyzna był wojskowym, którego przodkowie brali udział w powstaniu styczniowym. Rosję traktował jak ojczyznę.

Z Leningradu Grudziński został odesłany do Wołogdy, do której podróżował właśnie ze Szkłowskim. W trakcie podróży, w pociągu doszło do przykrego incydentu. Urkowie zażądali od pułkownika płaszcza, w który, jak się okazało grali w karty. Szkłowski oddał palto, gdyż wiedział, że w przeciwnym razie zostanie pobity przez agresywnych recydywistów. Po dotarciu do Wołogdy, Szkłowski pożegnał się z Gustawem i życzył mu powrotu do Polski.

Więzienie w Wołogdzie charakteryzowało się bardzo trudnymi warunkami. Grudziński musiał spać na podłożu, którym nie była nawet wylewka, a klepisko, czyli ubita ziemia. Ludzie, którzy tam przebywali nie mieli pojęcia, jak długo znajdowali się w celi. Kolejnego dnia Grudziński został przewieziony do Jercewa pod Archagnielskiem.

Nocne łowy

Poznajemy historię obozu kargopolskiego. Z relacji Polenki i Karbońskiego dowiadujemy się, że obóz został założony w 1937 roku nakładem pracy sześciuset więźniów. Ten moment w dziejach Rosji stał się pewną cezurą czasową. Był tak ważny jak Rewolucja Październikowa Towarzysze Gustawa wspominają, że osadzonymi, którzy są najbardziej odporni na mróz są Rosjanie, Bałtowie i Finowie. 

Dowiadujemy się o czterdziestostopniowym mrozie, głodowych racjach żywnościowych (300 gramów czarnego chleba i talerz gorącej zupy na dobę).

Czytamy także o tym, że w 1938 roku zaczęli do obozu przybywać „urkowie” którzy zaczęli wprowadzać własne zasady i tworzyć „republikę więźniów”.

Narrator opisuje tzw. nocne łowy urków, które polegały na zaczajaniu się na nowoprzybyłe więźniarki i gwałcenie ich.

Za radą starego popa Dimki Gustaw skierował się po przybyciu do obozu do lekarza i upierał się, aby skierowano go do szpitala. W poczekalni lazaretu czekali ludzie cierpiący na ból brzucha (choroba głodowa). Część ludzi („nacmenów” — Kazachów, Kirgizów, Turkmenów) z założenia ignorowano i uznawano za symulantów, którzy nie chcą pracować.

Gustaw otrzymał od Tatiany Pawłownej skierowanie do szpitala, ale został uprzedzony o tym, że na wolne łóżko na oddziale może czekać bardzo długo. Ostatecznie Gustaw został przyjęty do szpitala, gdzie poznał „pyłagryków”, ludzi nieuleczalnie chorych. Po powrocie do baraku bohater odpoczywał jeszcze trzy dni, a potem za radą Dimki, sprzedał jednemu „urce” oficerskie buty, w zamian za które dostał 900 gramów chleba.

Gustaw dostał przydział do 42. brygady, czyli zespołu tragarzy. Wg Dimki praca była ciężka, ale można było także się najeść. Norma pracy wynosiła dwanaście godzin i 25 ton maki lub 18 ton owsa na osobę.

W dalszej części rozdziału Gustaw opisuje bandę Kowala, która zaczaiła się na jedną z więźniarek. Mężczyźni pobili kobietę i zgwałcili. Kobietą była Marusia, która nawiązała romans z Kowalem. Para utrzymywała przez jakiś czas kontakty intymne, ale towarzysze „urki” oczekiwali od niego solidarności. Mężczyzna pozostał ostatecznie wierny swojej kompanii i pozwolił na zbiorowy gwałt na Marusi. Po tych wydarzeniach kobieta na własną prośbę odeszła do innego obozu.

Praca

Dzień po dniu

Gustaw opisuje porządek i zasady funkcjonowania obozu. Pobudka następowała o 6:00 rano. Narrator informuje nas o tym, że niektórzy więźniowie zaczynają dzień od modlitwy. Następnie pisze o nadziei, którą żyli więźniowie. Wielu z nich nie odliczali nawet godzin, dni i lat, gdyż nie chcieli prowokować losu. Nigdy bowiem nie było wiadomo, jak długo tak naprawdę będzie trwał wyrok, gdyż mógł być on zawsze przedłużony.

Jednym z więźniów, który spędził w obozach 10 lat był Ponomarenko, kolejarz, który był pewny zwolnienia w konkretnym dniu. Niestety właśnie w tym terminie został wezwany przez władzę i oznajmiono mu, że jego wyrok przedłużono na czas nieokreślony. Mężczyzna zmarł na atak serca.

Gustaw opisuje, że do pracy więźniowie szli często w kapciach, z odsłoniętymi częściami nóg i rąk. Zwraca uwagę na to, że w zonie jest zawsze ciemno. Opisuje także posiłki. Przed oknem z napisem „trzeci kocioł” ustawiali się więźniowie najbardziej wydajni (stachanowcy, którzy dostawali dużą łyżkę gęstej kaszy i kawałka solonej „treski” lub śledzia), przy „drugim kotle” czekali więźniowie, którzy wyrabiali 100% zaleconej normy (dostawali samą kaszę, bez ryby), zaś przy „pierwszym kotle” oczekiwali „kurzy ślepcy”, czyli osoby chore, ubrane w łachmany, które musiały zadowolić się łyżką najrzadszej kaszy.

Gustaw pisze także o mieszkańcach „trupiarni”, czyli miejsca, gdzie swojego życia dokonywali ludzie chorzy, nienadający się do pracy.

Posiłki były dla więźniów czymś tak wyczekiwanym, że zjadali je natychmiastowo, nawet przed dojściem do baraku.

W dalszej części pisze o metodach działania władz obozowych. Sowieci wykorzystywali głód do manipulacji. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że ludzie będą skorzy więcej pracować, byle dostać większe racje żywnościowe. W ten sposób tania siła robocza w postaci więźniów kołchozów realizowała plany ZSRR. Gustaw stwierdza, że postępowanie takie było nieludzkie, gdyż oczywistym jest, że człowiek dla jedzenie zrobi wszystko.

Jeśli chodzi o pracę, Gustaw opisuje, że do miejsca pracy (lasu, gdzie prowadzono wycinkę) maszerowało się od 5 do 7 kilometrów. Podkreśla, że pierwsze godziny pracy były bardzo trudne. Niektórym więźniom udawało się zachować trochę chleba, aby móc posilić się w czasie robót.

Ważnym elementem, na który zwraca uwagę Gustaw jest wynagrodzenie za pracę. Bohater i narrator wyznaje, że za okres sześciu miesięcy pracy jego wypłata wynosiła prawie tyle, ile kosztował jego pobyt w obozie, więc należało mu się jedynie 10 rubli.

Po pracy wszyscy więźniowie odpoczywali i liczyli na chwilę samotności. Już wcześniej Gustaw zwracał uwagę na to, że samotność ta była często iluzoryczna, gdyż ciągle ktoś był obok. Wiązało się to z ciągłym brakiem intymności.

Na koniec Gustaw opisuje brygady wracające z pracy. Każdy z więźniów był rewidowany, często wiązało się to z rozbieraniem do naga.

Ochłap

Rozdział ten poświęcony jest Gorcewowi — mężczyźnie, którego zamordowano pracą. Mężczyzna był najpewniej służbistą (NKWD lub władze obozowe), który musiał podpaść swoim zwierzchnikom i dlatego trafił do obozu. Przypuszczenia te potwierdziły się, kiedy Gorcew jednemu z Uzbeków w awanturze wykrzyczał, że strzelał do takich jak do wróbli. Mężczyzna spotkał także w obozie mężczyznę, którego w przeszłości przesłuchiwał i torturował. Po bójce między mężczyznami, Gorcewa przydzielono do najcięższej brygady. Słaby, chory, ze świeżymi ranami został najprawdopodobniej zamordowany w lesie przez ludzi, którym wcześniej wyrządzał krzywdę.

Zabójca Stalina

Narrator pisze o „kurzej ślepocie”, czyli potocznie określanej w ten sposób chorobie, której przyczyną był niedobór tłuszczy w organizmie. Ludzie cierpiący na awitaminozę tracili wzrok. Jednym z takich więźniów był „zabójca Stalina”. Człowiek ten, który był urzędnikiem w wyniku pijatyki strzelił w portret Stalina. Po jakimś czasie NKWD go aresztowało i skazało na 10 lat. Mężczyzna nie nadążał z pracą, tracił wzrok i kwalifikował się do „trupiarni”. W jakiś czas potem mężczyzna nie nadawał się już do pracy, całkowicie przestał dbać o higienę osobistą, żebrał o jedzenie (Gustaw oddał mu swój posiłek z litości) i popadł w obłęd.

Drei Kameraden

Gustaw opowiada o wizytach w baraku „pieriesylnym”, gdzie na dalszą podróż czekali więźniowie kierowani do innych obozów. 

Przy tej okazji opisuje inne obozy, o których słyszał z ust Andrzeja K. W Aleksiejewce panowały jeszcze cięższe warunki niż w Jercewie, więźniowie dostawali mniejsze racje żywnościowe, nosili podarte ubrania, a wolne dni były im przydzielane raz na dwa/trzy miesiące.

W dalszej części Gustaw opisuje swoje spotkanie z trzema Niemcami w tym właśnie baraku. Wszyscy byli związani z niemiecką partią komunistyczną. Zostali aresztowani w wyniku Wielkiej Czystki. Jako obcokrajowcy zostali oskarżeni o wywiad. W czasie pertraktacji między ZSRR a III Rzeszą więźniowie byli jakby w zawieszeniu, ale ostatecznie część niemieckich więźniów była zwalniana do ojczyzny. 

Gustaw pytał ich, czy niemieckie obozy są lepsze od tych sowieckich, ale jego rozmówcy nie chcieli rozmawiać na ten temat.

Już po wojnie Gustaw dowiedział się, że wśród więźniów objętych amnestią nie było trzech Niemców oraz, że w trakcie przekazania niemieckich komunistów III Rzeczy, Żydów zabijano (prawdopodobnie więc rozmówcy Gustawa byli Żydami).

Ręka w ogniu 

Gustaw wspomina o ty, że tortury stosowane w obozie wpływały na całkowitą zmianę osobowości osadzonych. Przemoc stosowana na przesłuchaniach była metodą na wymuszenie zeznań oraz przyznania się do winy (człowiek złagrowany). Zniszczony psychicznie człowiek w rzeczywistości obozowej szybko przekonywał się, że można żyć bez litości. Osadzeni przyzwyczajali się stopniowo do obojętności i niechęci wobec innych więźniów. Gustaw wspomina jedno z więźniów, który z czasem zrozumiał, że go oszukano. Był nim Michaił Aleksiejewicz Kostylew.

Młody mężczyzna był wychowany w duchu komunistycznym. Na studiach czytał dzieła Lenina i Stalina, dołączał się do krytyki Zachodu etc. Był jednak człowiekiem wykształconym i któregoś dnia natrafił na dzieła Balzaca, Faluberta czy Musseta. Z lektury tych francuskich klasyków dowiedział się, że Zachód wcale nie jest taki zły. Na jednym ze spotkań wyraził swoje oburzenie dotyczące tego, że ZSRR tak naprawdę chce wyzwalać Rosję od czegoś, czego w Rosji nigdy nie było i nie będzie (dobrobyt). W związku z tym został aresztowany. Był prześladowany i torturowany, ale nie przyznawał się do zarzutu szpiegostwa. Zeznanie podpisał dopiero, kiedy NKWD zgromadziło zeznania kolegów, którzy potwierdzili jego słowa. Początkowo jako inteligent cieszył się lepszymi warunkami, ale ostatecznie trafił do brygady leśnej w Jercewie. Mężczyzna nie mógł jednak pracować, gdyż wciąż miał zranioną rękę.

Którejś nocy, cierpiący na bezsenność Gustaw zobaczył, że Kostylew celowo parzy rękę, by nie musieć pracować. Był to jego cichy bunt wobec niesprawiedliwości władzy, w którą tak wierzył. Kiedy Kostylew został skierowany do jeszcze cięższych prac, Gustaw zgłosił się na ochotnika, chciał poświęcić się za przyjaciela. Jednak, kiedy Kostylew dowiedział się o zmianie obozu i o tym, że nie zobaczy matki oblał się wrzątkiem i zmarł. Matka Miszy, która przybyła w jakiś czas później na wizytę z synem do Jercewa stała przed bramą do obozu i opłakiwała syna.

Dom Swidanij

Gustaw opowiada o domu widzeń, który mieścił się pomiędzy zoną z barakami i przestrzenią pozaobozową. Narrator opisuje to położenie jako symboliczne pomiędzy strefą niewoli i wolności. Dowiadujemy się, że po latach katorgi więźniowie, celowo wykąpani, przebrani w czyste ubrania i zaopiekowani medycznie spotykali się z krewnymi.

Zasady takich spotkań były skomplikowane. Po pierwsze więźniom przysługiwało prawo widzenia raz w roku (ale nie było to realne i na spotkania z rodziną czekało się całymi latami). Po drugie, na widzenia z bliskimi mogli liszyć tylko ci, którzy wyrabiali normę swojej pracy oraz ci, którzy nie byli oskarżeni o przestępstwa polityczne. Dodatkowo zarówno osadzony, jak i odwiedzający podpisywali zobowiązania, że nie wyjawią tego, co widzieli w obozie.

Z dalszej części rozdziału dowiadujemy się, że władze obozu dbały o to, aby odpowiednio przygotować więźniów do widzeń. Na dzień przed spotkaniem z bliskimi prowadzono osadzonego do łaźni i fryzjera, dawano lepsze pożywienie. Podczas widzenia był także ubrany schludnie i czysto, co zmieniało się zaraz po zakończeniu wizyty krewnych. Więzień wracał do baraku w swoich łachmanach.

Podczas wizyt krewnych więźniowie wraz z bliskimi przebywali w specjalnie do tego przygotowanym pokoju. W trakcie wizyt rodziny osadzonych mogły swobodnie wychodzić do miasta, ale często spotykały się z szykanami ze strony jego mieszkańców.

Widzenia były dla więźniów bardzo ważne. Potrafili czekać na nie latami. A ci, którzy ze względów politycznych, czy też dlatego, że byli cudzoziemcami, nie dostąpili ich, cieszyli się z rodzinnych spotkań innych więźniów. 

Gustaw wspomina radość jednego z osadzonych, który z listu dowiedział się o narodzinach swojego dziecka, które zostało poczęte w trakcie widzenia.

Zmartwychwstanie

Gustaw opowiada o szpitalu, który był traktowany przez więźniów jak przystań dla rozbitków. Podobnie jak Dom swidnaij kojarzył się z czystym łóżkiem i wygodą. W salach szpitalnych panowała sterylna czystość. 

Gustaw wspomina lekarzy: kierownika, Loevensteina, Zabielskiego i Tatianę Pawłowną, którzy poza kierownikiem także byli więźniami obozu.

Dowiadujemy się, że na leczenie byli kierowani tylko więźniowie z wysoką gorączką (powyżej 39 stopni). Lekarzom zależało na tym, by jak najszybciej pomóc tym, którzy pracowali fizycznie. Chodziło o to, by więźniowie ci mogli jak najszybciej wrócić do pracy.

Gustaw pisze o czystej bieliźnie, większych racjach żywnościowych i opiekuńczości pielęgniarek jako o synonimie luksusu. Aby zaznać jego smaku wielu z osadzonych decydowała się na samookaleczenia, co zostało szybko odkryte i groziło zasądzeniem dodatkowej — dziesięcioletniej kary.

Gustaw trafił do szpitala, gdy podczas pracy rozebrał się w 35-stopniowym mrozie. Dzięki temu otrzymał dwa tygodnie zwolnienia.

Podczas pobytu w szpitalu, leżał na jednej sali z Niemcem S. i rosyjskim aktorem Michaiłem Stiepanowiczem W. 

Kiedy po kilku dniach Gustaw zaczął dochodzić do siebie, nawiązał znajomość z aktorem. Wcześniej był tak wykończony, że nie miał ochoty rozmawiać. Chciał jedynie cieszyć się możliwością odpoczynku.

Poznajemy zatem historię aktora, który w 1937 roku odegrał rolę bojara Iwana Groźnego. Władza uznała, że artysta za bardzo akcentował szlachetność carskiego żołnierza i skazano go na przymusowe roboty. Co ciekawe swą winę uważał za słuszną. Nie przychodziło mu do głowy, że władza sowiecka mogłaby się mylić. Postać ta jest przykładem bohatera złagrowanego.

Drugi ze szpitalnych towarzyszy Gustawa — Niemiec S. został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa. Mężczyzna przebywał już w szpitalu od dwóch miesięcy. W jakiś czas potem Gustaw dowiedział się, że więźnia rozstrzelano.

Kolejno Gustaw przechodzi do opisania sytuacji lekarzy, pracujących w obozie. Informuje czytelnika, że mieli oni dostęp do kuchni i do apteczki. Wśród nich byli ludzie już wolni, ale którzy w przeszłości także byli więźniami. Polityka obozu była bowiem taka, że inżynierom, urzędnikom czy lekarzom właśnie, albo celowo przedłużano wyrok, albo proponowano posadę. Gustaw zwraca uwagę na okrucieństwo byłych więźniów. Podkreśla, że ludzie wolni byli bardziej życzliwy dla skazańców.

Dalej Gustaw opisuje Jegorowa. Lekarza i, w przeszłości, więźnia obozu. Mężczyzna ten tworzył związek z Jewgenią Fiodorowną (pielęgniarką, skazaną w przeszłości za „odchylenia nacjonalistyczne”). Kobieta została uratowana przez Jegorowa, który zabrał kobietę do pracy w ambulatorium. Żona lekarza nie darzyła sympatią ludzi wolnych, nie czuła się szczęśliwa, choć była wierna mężowi. Kiedy po jakimś czasie Gustaw odwiedził Fiodorowną, zauważył, że patrzy ona w wymowny sposób na innego więźnia — Jarosława R. Michaił Stiepanowicz określił zachowanie kobiety jako zmartwychwstanie. Siła uczucia okazała się silniejsza. Kiedy z inicjatywy Jegorowa, studenta R. przeniesiono do innego obozu, Jewgenia także zgłosiła się na przeniesienie. Jej wniosek jednak odrzucono.  Jegorow nie potrafił poradzić sobie ze stratą ukochanej i postanowił wyjechać. W jakiś czas potem kobieta zmarła przy porodzie dziecka, poczętego z Jarosławem R.

Wychodnej dień

Gustaw opisuje dzień, na który czekali wszyscy więźniowie. Otóż raz na dekadę (prawdopodobnie chodzi o 10 dni), więźniom przysługiwał całodzienny odpoczynek. Obóz jednak szybko zorientował się, że wpływa to negatywnie na wyrabianie norm pracy. Wobec tego zadecydowano, że dzień wolny będzie ogłaszany uroczyście, dopiero wtedy, kiedy obóz wyrobi normę kwartalną. Gustaw zauważa, że nikt z więźniów nie miał pojęcia, jakie są normy do wyrobienia więc ciężko było się zorientować, kiedy nastąpi dzień wolny. W czasie półtorarocznego pobytu Gustawa w Jercewie, dni wolnych było dziesięć.

Na wolny dzień wyczekiwało się z wielkim podnieceniem. Już w przeddzień więźniowie stawali się bardziej energiczni, serdeczni i rozmowni. W trakcie tej doby wolnego ludzie jakby wracali na moment do naturalnych ludzkich odruchów. 

W trakcie swojego wolnego dnia, Gustaw udawał się do sklepiku, gdzie mial okazję porozmawiać z innymi. Odwiedzał także inne baraki, w których miał znajomych. 

Narrator przytacza historię Pamfiłowa (kozak), który ze wzruszeniem czytał listy od syna (służącego w Armii Czerwonej). Mężczyzna wspominał list, w którym Sasza oznajmił mu, że nie będzie pisał zbyt często, bo jest bardzo zapracowany. Wywołało to żal i złość mężczyzny, który wołał, że nie ma już syna. Pewnego dnia, gdy do obozu trafił nowy transport więźniów, wśród nich znajdował się także Sasza Pamfiłow. Syn i ojciec pojednali się, po czym Sasza został odwieziony do Niandomy.

Gustaw wspomina także historię Fina, Rusto Karinena, który podczas wolnego dnia opowiadał im swoją historię nieudanej ucieczki z obozu.

Mężczyzna, który znajdował się w ZSRR nielegalnie został oskarżony o udział w planowaniu zamachu i skazany na obóz pracy. Postanowił jednak uciec. Mężczyzna zgromadził suchary i w porze obiadowej ruszył przez las. Po siedmiu dniach wędrówki, wymrożenia i głodu dotarł do jakiejś wsi. Tam jednak szybko zorientowano się, że to zbieg i odwieziono go do obozu. Karinen był przekonany, że znajduje się już daleko od obozu, podczas gdy odszedł o jedynie kilkanaście kilometrów. Władze obozu nie wysłały za nim pościgu, gdyż były przekonane, że daleko nie odejdzie. Po kilkumiesięcznej walce o życie Fin doszedł do przekonania że od obozu nie da się uciec. Zdanie to zaczęli powtarzać inni więźniowie.

Część II

Głód

Gustaw pisze o dwóch największych rodzajach głodu, odczuwanych przez więźniów obozu: głodzie fizycznym i głodzie seksualnym, który ciężej od mężczyzn znosiły kobiety. Podaje okrutne prawo obozu, że łamiąc kobiety głodem fizycznym, zaspokaja się obie potrzeby jednocześnie. Okazuje się bowiem, że nie ma takiej rzeczy, do której nie posunąłby się człowiek, kiedy musi walczyć o przeżycie. Gustaw mówi o tym, że kobiety, które oddawały się za jedzenie,  oceniano dużo surowiej niż młodych mężczyzn, także dopuszczających się takich praktyk. 

Przy okazji omawiania tego problemu Gustaw zwraca uwagę także na ciąże, które były dla więźniarek okazją do polepszenia swoich warunków, przynajmniej na czas trzech miesięcy przed porodem i sześciu miesięcy po narodzinach dziecka.

Gustaw wspomina młodą Polkę, córkę oficera, o której losy założył się z Polenką. Kobieta długo opierała się mężczyznom, ale kiedy trafiła do składu warzyw i nadarzyła się okazja lepszego bytu, oddała się Polence. Gustaw spotkał tę kobietę w Palestynie. Wyznaje, że wyglądała jak stara kobieta.

Inną więźniarką, która opierała się mężczyznom była Tania (śpiewaczka operowa). Jeden z „urków” celowo skierował kobietę do ciężkich robót, aby po dwóch tygodniach kobieta mu się oddała.

W dalszej części rozdziału Gustaw opisuje łaźnie obozowe. Można było z nich korzystać raz na trzy tygodnie. Podczas jednej z kąpieli bohater poznał Borysa Lazarowicza N, który osobiście znał Juliana Tuwima. Mężczyzna został skazany za prowadzenie salonu literackiego z polskimi dziełami. Przebywał w obozie z żoną — Olgą (bardzo kochającą męża). Niestety w jakiś czas później został skierowany do Mostowicy, gdzie umierał z głodu.

Gustaw opisuje także ogromny głód w obozie z roku 1941. Pewnego razu zabito nawet psa. Gotowano także zaczyn z mąki, którą zmieciono z wagonów. Gustaw radził sobie przemycaniem ciasta. Przenosiła je Olga, która oblepiała nim swoje piersi.

Krzyki nocne

Rozdział zaczyna się od fragmentu z „Zapisków z martwego domu” o tym, że więźniowie są ludźmi bitymi, mają odbite wnętrzności i dlatego też krzyczą po nocach. Jest to oczywiście aluzja do tego, jak żyło się w jercewskim obozie w czasie II wojny światowej.

Gustaw opowiada o tym, że więźniowie po kolacji mieli jeszcze dwie, do trzech godzin wytchnienia, które spędzali w różny sposób. Jedni cerowali ubrania, inni pisali listy, jeszcze inni odwiedzali znajomych w innych barakach czy udawali się do sklepiku, gdzie była dostępna końska kiełbasa. Narrator określa te czynności jako „naśladowanie rzeczywistości”.  Gustaw mówi o odpoczynku, który był jednocześnie chwilą wytchnienia, ale i powolnym i konsekwentnym aktem umierania. W barakach światło paliło się bez przerwy, nawet nocą. Narrator opisuje pewnego starca, którego spojrzenie opisuje jako martwe. Wg Gustawa ten człowiek był martwy za życia. Został on aresztowany, dlatego, że odmówił przekazania władzy pszenicy. Choć skazany na piętnaście lat, mężczyzna ten nie krzyczał w nocy, modlił się jedynie o szybką śmierć. Tutaj narrator snuje rozważania na temat religii, takie osoby, jak wspomnianego starca nazywa religijnym samobójcą. Dla nich śmierć jest wybawieniem, wolnością i końcem cierpień.

Kolejno Gustaw przechodzi do opisu więźniów, którzy boją się śmierci, nie chcą umierać, a ich strach narasta wraz porą wieczorną, kiedy w barakach rozlegają się jęki i oddechy chorych i umierających. Więźniowie zdawali sobie sprawę z tego, że katorżnicza praca, brak wypoczynku i głodowe racje żywnościowe prowadzą go do śmierci. Wspomina także o owym strachu przed innymi i porównuje sytuację katorżników z bohaterami „Dziennika roku zarazy” Defoe’a.

Prowadząc rozważania na temat śmierci Gustaw pisze o tragedii jej anonimowości. Więźniowie nie wiedzieli, gdzie chowani są zmarli. Gustaw widział kiedyś, jak wywożono ciała poza zonę, lecz nie wiedział dokąd. Prawdopodobnie zwłoki były chowane w lesie. Narrator przyznaje, że świadomość niewiedzy, gdzie zostanie się pochowanym była prawdziwą torturą psychiczną, a niekiedy obsesją.

Na koniec Gustaw pisze o rozlegających się po północy jękach, krzykach, sennych majakach i płaczu więźniów. Tylko jeden Dinka nie uronił już od lat żadnej łzy. Narrator określa swój barak jako okręt, który unosił załogę skazańców w ciemność.

Zapiski z martwego domu

Pewnego dnia uwagę więźniów zwrócił plakat, który informował o projekcji kinowej. Rok wcześniej prezentowano w Jercewie film z udziałem Michaiła Stiepanowicza W. Gustaw wyznaje, że więźniowie nie byli zainteresowani sztuką, dużo bardziej zadowoliłaby ich większa racja żywności niż kino. Dla nich było wyimaginowaną rzeczywistością, której i tak nie doświadczą, więc nie ma sensu tego oglądać.

Dowiadujemy się, że kinem, jak i biblioteką zajmowali się „kawecze”Kunin (mieszkający za zoną) i Paweł Iljicz. Jeśli chodzi o działanie biblioteki, to więźniowie polityczni mogli czytać tylko dzieła Stalina, Kunin organizował także kursy czytania i pisania, ale nie cieszyły się one wielkim zainteresowaniem. 

W dniu seansu wyświetlono najpierw film propagandowy, a potem zaprezentowano „Wielki walc”. Podczas projekcji obok Gustawa siedziała Natalia Lwowna— więźniarka, która pracowała w biurze rachmistrzów. Kobieta była wzruszona filmem i nawet płakała. Po seansie zapytała Gustawa o to, czy sądzi, że powodem jej płaczu była tęsknota za normalnym życiem? Zaprzeczyła i dodała, że przebywa w obozie od pięciu lat i przygnębia ją to, że wciąż nic się nie zmienia, że obóz jest martwym domem. Kobieta pożyczyła Gustawowi książkę Dostojewskiego „Zapiski z martwego domu”. Bohater obiecał oddać książkę, ale jej lektura wywarła na nim tak ogromne wrażenie, że długo zwlekał z odniesieniem książki Natalii. Gustawa fascynowało to, że Dostojewski przedstawia studium rozpaczy, dowodził, że ból i cierpienie są czymś naturalnym, że tylko samobójstwo jest wyjściem z sytuacji niewoli.  Ostatecznie bohater oddał książkę po dwóch miesiącach. Natalia wyznała, że dzięki lekturze pojęła, że życie jest tylko jej własnością i tylko ona może zdecydować o czasie i rodzaju śmierci, które wybierze. Takie podejście dawało jej nadzieję i dodawało sił psychicznych.  

Kolejno czytamy o przedstawieniu, zorganizowanym w obozie. Podczas koncertu miała wystąpić Tania oraz Wsiewołod Prastuszko (miał tatuaże, które stawały się żywymi scenkami, gdy poruszał mięśniami) i Zelik Lejman (grał na skrzypcach). Podczas spektaklu Natalia opuściła barak i próbowała popełnić samobójstwo. Choć kobieta później widywała Gustawa, już nigdy z nim nie rozmawiała. Narrator przyznaje, że połączyła ich taka tajemnica, która rozdzieliła ich na zawsze.

Na tyłach otieczestwiennoj wojny

Rozdział jest cytatem z „Zapisków z martwego domu” Fiodora Dostojewskiego:

„Jeśli chodzi w ogóle o donosy, to zazwyczaj kwitną one w więzieniu. Donosiciel nie podlega w więzieniu najmniejszemu upokorzeniu; nie do pomyślenia nawet byłoby oburzać się na niego. Nie stronią od niego, przyjaźnią się z nim, tak że gdybyście zaczęli w więzieniu wytykać całą podłość donosu, nikt by was nie zrozumiał”. 

Partia szachów

Kiedy wybuchła wojna między III Rzeszą a ZSRR Gustaw został przeniesiony do brygady 57., w której miał pomagać podczas sianokosów w porębach leśnych. Narrator opisuje początkowy entuzjazm więźniów, którzy liczyli na to, że hitlerowcy ich wyswobodzą. Miało to także konsekwencje dla niemieckich więźniów, którzy zostali przydzieleni do brygad leśnych (najcięższych), podwajano im wyroki i zawieszano zwolnienia. Szybko jednak okazało się, że ofensywa niemiecka została zatrzymana, co wiązało się z rozwianiem nadziei na wyzwolenie.

Narrator przechodzi do rozważań na temat donosicielstwa. Więźniowie, którzy byli zatrudnieni w obozie zgodnie ze swoim wykształceniem musieli się odpłacać władzy właśnie donosicielstwem. W baraku, gdzie pracowali specjaliści Gustaw poznał Machapetina, Ormianina, z którym połączyła go pasja gry w szachy. Pewnego wieczoru, kiedy razem z Ormianinem i innymi więźniami rozgrywali partię szachów usłyszeli informację  dotyczącą zestrzeliwania niemieckich samolotów. Jeden z więźniów, pijany Zyskind krzyczał, że ciekawe, ile samolotów radzieckich zestrzelono. Oczywiście po kilkunastu minutach zjawiło się dwóch oficerów i wyprowadziło Zyskinda. Zabrano także Machapetina, który świadczył przeciwko niemu.

Sianokosy

Narrator opisuje sianokosy, na które wiodła przez poręby leśne. Dla Gustawa był to moment ważny, gdyż pierwszy raz od dłuższego czasu poczuł się prawie jak na wolności. Narrator opisuje krajobraz i pogodę północy. Zwraca uwagę na upał i trujące wyziewy moczarów i bagien. 

Na ten czas przypadła amnestia dla polskich więźniów, lecz Gustaw wciąż pozostawał w kołchozie. 

W trakcie tego lata Gustaw zaprzyjaźnił się z Sadowskim — zagorzałym komunistą.  Mężczyzna ten czuł potrzebę idei i uważał, że gdy przestanie wierzyć w Lenina i Dzierżyńskiego to jego życie stanie się pozbawione jakiegokolwiek sensu. Gustaw przypuszczał, że Sadowski musiał piastować jakieś ważne stanowisko. Padł jednak ofiarą czystek politycznych.

Po zakończonych sianokosach, brygadę 57. odesłano na tak zwaną birżę drzewną. Piłowano tam drewno i ładowano jodły na wagony. Gustaw zaczyna chorować na szkorbut. Jego zęby zaczęły się chwiać, na nogach pojawiły się ropiejące czyraki. Narrator staje się kolejnym „kurzym ślepcem”.  Jego przygnębienie pogłębia fakt, że kolejni Polacy są zwalniania, a Gustawa wciąż nie objęto amnestią. W jakiś czas pózniej dowiedział się, że przyczyną było to, że Machapetian donosił NKWD-zistom o tym, że Gustaw musi być szpiegiem, gdyż jako jedyny nie mówi o przegranej Rosji, a o jej wygranej.

Męka za wiarę

Dowiadujemy się, że z Jercewa zwolniono niemal wszystkich Polaków, poza szóstką, do której należał Gustaw. Narrator zdecydował się podjąć ostateczne kroki, aby to uczyniono i podjął strajk głodowy. Było to pod koniec listopada 1941 roku. Gustaw przyznaje, że jego głodówka nie była aktem odwagi, a działaniem desperackim. Był już w tamtym czasie wykończony chorobą i nawet najdłużej osadzeni więźniowie przepowiadali, że nie przeżyje do wiosny. Mimo tego, że strajki głodowe były karane w Rosji zaostrzeniem wyroku lub śmiercią, to Gustaw i tak zdecydował się na takie działania. do strajku przystąpili: inżynier leśnik M., nauczyciel ze Stanisławowa B., policjant ze Śląska T., urzędniczka bankowa ze Lwowa Z., właściciel tartaku na Wileńszczyźnie L. i Gustaw. Narrator przekonał ich uwagami o donosicielstwie i o tym, że strajkujących w ten sposób zwalniani także z moskiewskiego więzienia. 

Gustaw wspomina, że wcześniej odczuwał poczucie winy, że jemu, być może, uda się szybciej wyjść na wolność. Po tym, jak władze obozu go nie zwolniły zaczął odczuwać niechęć i nienawiść. 

Po domówieniu posiłku na drugi dzień Gustaw został wezwany do biura naczelnika obozu — Samsonowa. Wszyscy strajkujący odpowiedzieli tak samo, że ich bunt wynika z amnestii, która im się należy, a której im nie udzielono.  Zostali przeniesieni do cel. Początkowo Gustaw odczuwał wielki głód, ale uczucie to ustąpiło, a otuchy dodawał mu fakt, że w sąsiedniej celi znajdowały się zakonnice, które odmówiły pracy, gdyż nie chciały służyć szatanowi. 

Czwartego dnia głodówki Gustaw wciąż nie tknął żadnego posiłku, mimo, że więzień, którego wtrącono do jego celi od razu rzucił się na chleb. W wyniku niedożywienia Gustaw zatracił kontakt z rzeczywistością. W półśnie słyszał, że pani T. została zabrana do szpitala po tym, jak zemdlała.  

W nocy dostał wiadomość od B., aby zaptrzestać głodówki. Gustaw wytrzymał, ale kolejnego dnia sam zaczął namawiać T. do zaprzestania strajku. T. się jednak nie zgodził. 

Ósmego dnia Gustaw oraz T. zostali zaprowadzeni do wartowni, a potem do szpitala. Ich zwolnienie stało się rzeczywistością. Życie Gustawa uratował dr Zabielski, który podał Gustawowi zastrzyk z mleka.

Trupiarnia

Gustaw opisuje ostatni etap obozowego życia, czyli „trupiarnię”. Było to miejsce, w którym przebywali więźniowie niezdolni do pracy. Miejsce to miało umożliwić więźniom regenerację sił, ale w praktyce była to po prostu umieralnia, w której mieszkało 150 osób.

Po głodówce trafił tutaj Gustaw. Bohater miał ślady opuchlizny głodowej. Tutaj też spotkał swych znajomych: Dimkę czy inżyniera M. Miejsce to było pełne okrucieństwa. Nikt nie udawał, że będzie walczył o jedzenie. Ludzie bez skrępowania żebrali o jedzenie i wyjadali resztki. 

Tutaj też Gustaw poznaje historię Dimki. Mężczyzna był popem, ale porzucił sutannę na rzecz kariery urzędniczej. Ułożył sobie życie, ale został oskarżony o „popostwo”. Przyznawał, że definitywnie przestał wierzyć Boga, kiedy rozpacz doprowadziła go do tego, że odrąbał sobie nogę, by nie musieć już pracować. 

Gustaw opisuje także M. Był to człowiek zachowujący godność, który wciąż próbował skontaktować się z żoną, zesłaną w głąb Rosji. Miał słabość do papierosów.

Z okazji Bożego Narodzenie, które w obozie obchodzono w tajemnicy, Pani T. ofiarowała Polakom wyhaftowane chusteczki z orzełkiem, gałązką jedliny, datą i monogramem. W czasie wigilii B. opowiedział historię.

B. był oficerem rezerwy, który któregoś dnia został oskarżony o podwójną zdradę ZSRR. Mimo przesłuchań mężczyzna nie podpisał zeznań. Mężczyzna został przeniesiony do celi, w której po kilku dniach znajdowało się dwudziestu dwóch więźniów. B. nie przyznawał się do winy nawet kiedy go pobito, czy przetrzymywano na warcie. Mężczyzna siedział w więzieniu bez wyroku. Po pewnym czasie zorientował się, że zaszły jakieś zmiany, bo zwalniano Polaków. Cały czas jednak więźniowie byli przekonani, że idą na śmierć. Przeniesienie do Jercewa B. traktował jak powrót do domu. Bał się bowiem, że zginie.

Ural 1942

19.01.1942 roku Gustaw został zwolniony z obozu w Jercewie. Żegnali go pani Olga i Dimka. Jeden z więźniów prosił, by Gustaw przekazał kartkę do jego żony. Gustaw tego nie zrobił. Bał się, że ktoś może na niego donieść. 

Początkowo Gustaw podróżuje do Wołogdy. Na stacjach kolejowych żebrał o jedzenie. Pomaga mu pewna staruszka, która częstuje Gustawa chlebem i kubkiem zupy. 

Gustawowi nie było łatwo przedostać się na Zachód, gdyż połączenia były ograniczone. Najpierw dociera do Buju, a  potem Swierdłowska. W drodze na Ural poznał kobiety, które dzieliły się z nim posiłkami. Gustaw chciał poprosić o pomoc znajomego z obozu Krugłowa, ale jego żona obawiała się donosicielstwa i nie udzieliła mu schronienia.

Podczas podróży Gustaw spotkał także pewną Gruzinkę, która nie wierzyła w obozy. Były dla niej zbyt przerażające. Kobieta wracała z odwiedzin u rannego męża. Nawiązała romans z Gustawem.

Ze Swierdłowska narrator i bohater udaje się do Czelabińska, skąd razem z innymi Polakami udaje się do Ługowoju. Dopiero stamtąd, jako żołnierz artylerii lekkiej gen. Andersa Gustaw został przewieziony do  Pahlevi (miasto w Iranie). Gustaw kończy rozdział refleksją na temat tego, że w Rosji człowiek traci sens w walkę o lepszy byt.

Epilog: Upadek Paryża

Narrator wraca do wydarzeń z 1940 roku. Wtedy więźniowie witebskiego więzienia dowiedzieli się o upadku Paryża. Wiązało się to z upadkiem nadziei na wolność.

Gustaw przechodzi do roku 1945. Wtedy to w Rzymie niektórzy więźniowie obozu spotkali się powtórnie. Gustaw, który pracował wtedy jako redaktor jednego z pism spotkał się z pewnym Żydem, z którym poznał się jeszcze w Witebsku. Mężczyzna ten był zwolniony przedterminowo i wcielony do Armii Czerwonej. Uciekł jednak z ZSRR, kiedy został ranny pod Budapesztem. Człowiek ten szukał więźniów obozu, aby mógł od kogoś usłyszeć, że go rozumie. Na spotkaniu z Gustawem mężczyzna wyznał, że w obozie był zmuszony do złożenia zeznań obciążających pewnych Niemców. Zrobił to, gdyż nie chciał już pracować w ciężkiej brygadzie leśnej. Musiał wybrać między życiem swoim a innych. Czekał na zrozumienie, ale Gustaw nic nie odpowiedział. Podszedł do okna i nie odwrócił się. Wtedy człowiek ten wyszedł z pokoju. Gustaw wyznaje, że być może będąc w obozie by to zrozumiał, ale będąc na wolności było to już niemożliwe.

 

Pakiet notatek z epok

Pakiet notatek z epok

75,00 zł

Pakiet notatek z epok do matury z języka polskiego to…

Workbook z plakatami

Workbook z plakatami

49,00 zł

E-book dzięki któremu poćwiczysz analizę i interpretację 63 plakatów i…

Pakiet odpowiedzi na maturę ustną 2026-2028

Pakiet odpowiedzi na maturę ustną 2026-2028

99,00 zł

Pakiet odpowiedzi na pytania jawne na maturę ustną. Materiał dostosowany…

Sale!okładka kurs

Kurs rozprawkowy

Pierwotna cena wynosiła: 599,00 zł.Aktualna cena wynosi: 399,00 zł.

Kurs pisania rozprawki na 35 punktów. W ramach kursu dowiesz…

Motywy ze Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall

1. Motyw walki o życie

W „Zdążyć przed Panem Bogiem” motyw ten jest kluczowy. Edelman mówi, że ludzie w skrajnych sytuacjach mają w sobie „odruch łapania powietrza”, czyli podstawowy instynkt życia, który działa nawet wtedy, kiedy rozsądek mówi, że nie ma nadziei. W getcie walka o życie nie jest heroiczna ani wzniosła, lecz biologiczna, codzienna, często pozbawiona wyboru.

Edelman opisuje, jak ludzie ukrywali się, zdobywali pożywienie, próbowali przeżyć kolejny dzień, mimo że wokół panowała śmierć. Podkreśla też, że nawet w sytuacji absolutnego bezsensu — kiedy deportacje były nieuchronne — człowiek wciąż próbował odsunąć śmierć o kilka minut, próbował „zdążyć przed Panem Bogiem”, czyli uratować kogoś, zanim ten zginie.

Reportaż pokazuje również inną formę walki o życie — walkę bojowców ŻOB-u, którzy podjęli opór zbrojny, choć wiedzieli, że nie mają szans na zwycięstwo. Walka ta była aktem godności, próbą „umierania inaczej”, w tłumaczeniu Edelmana: z wyboru, a nie z wyroku oprawców.

2. Motyw oblężonego miasta – getto jako twierdza

Krall, poprzez opowieść Edelmana, ukazuje getto warszawskie jako miasto oblężone, odcięte od reszty świata, skazane na zagładę i pozbawione pomocy z zewnątrz. To przestrzeń zamknięta, stale kontrolowana przez Niemców, otoczona murem i patrolami, w której panuje głód, strach i epidemie.

Getto funkcjonuje jak organizm odcięty od życia:

  • ma własne „miasto w mieście”: szmuglerów, lekarzy, szkoły, szpital, punkty pomocy;

  • stopniowo kurczy się pod wpływem kolejnych deportacji;

  • jego mieszkańcy zdają sobie sprawę, że nie ma z niego ucieczki.

Edelman porównuje getto do twierdzy skazanej na upadek, która w momencie wybuchu powstania przestaje być bierna. Wtedy przyjmuje formę „ostatniego bastionu”, miejsca, które broni się nie po to, by wygrać, ale żeby pokazać sprawcom, że nie wszyscy poddadzą się bez walki.

Motyw oblężonego miasta podkreśla też izolację moralną: Polacy po „aryjskiej stronie” często patrzyli na zagładę bez reakcji lub ze strachem, co potęgowało poczucie opuszczenia.

3. Motyw kata i ofiary

W książce Krall motyw ten jest złożony i nie zostaje przedstawiony w uproszczonych, czarno-białych podziałach — Edelman konsekwentnie odsłania mechanizmy władzy i bezradności w warunkach ostatecznych.

Kat w reportażu to nie tylko Niemiec z bronią.

  • To system: machina zagłady, która działa bez emocji, selekcjonuje ludzi jak przedmioty.

  • To anonimowa śmierć, która decyduje o losie człowieka, niezależnie od jego woli.

  • To również funkcjonariusze porządku w getcie, którzy muszą wykonywać nieludzkie rozkazy, często żeby samodzielnie przeżyć.

Ofiara to nie tylko bierny, cierpiący człowiek.

Edelman podkreśla, że Żydzi stawali się ofiarami nie dlatego, że czegoś nie zrobili, lecz dlatego, że odebrano im możliwość wyboru.

Co najważniejsze: relacja kat–ofiara ulega przesunięciu.

  • W momencie powstania bojowcy przechodzą z pozycji ofiary do roli walczącego, który sam wybiera sposób śmierci.

  • Kat (Niemcy) przestaje być wszechmocny — choć militarnie zwycięża, musi ponieść opór i stratę prestiżu.

  • Znika iluzja, że ofiara jest bierna — walka ŻOB-u przeczyła propagandzie, według której Żydzi szli na śmierć bez oporu.

Krall pokazuje, że w ekstremalnych warunkach granica między katem a ofiarą jest wyznaczona nie psychologią, lecz siłą systemu, który jednym daje władzę, a drugim odbiera człowieczeństwo.

Konteksty do Proszę Państwa do gazu Tadeusza Borowskiego

1. Kontekst historyczny – II wojna światowa i funkcjonowanie obozów koncentracyjnych (Auschwitz-Birkenau)

To podstawowy i niezbędny kontekst.

Opowiadanie Borowskiego ukazuje piekło Auschwitz-Birkenau podczas przyjmowania transportów Żydów, których los — natychmiastowa zagłada — jest już przesądzony.

W kontekście historycznym warto odwołać się do:

  • systemowej, przemysłowej organizacji zagłady,

  • pracy komand Sonder– i Arbeitskommandos,

  • selekcji na rampie,

  • odhumanizowania więźniów i „szarej strefy moralnej”, w której ofiary uczestniczą w funkcjonowaniu obozu, aby przetrwać.

Ten kontekst tłumaczy, dlaczego Borowski przedstawia obóz tak chłodno i bez patosu: chce oddać realizm mechanizmu śmierci, który działał jak fabryka.

2. Kontekst literacki – literatura lagrowa / obozowa

Opowiadanie należy do lagrowej literatury faktu, podobnie jak utwory:

  • Gustawa Herlinga-Grudzińskiego – Inny świat (analiza człowieka w nieludzkim systemie totalitarnym, obozy sowieckie)

  • Zofii Nałkowskiej – Medaliony (krótkie reportażowe teksty oddające zbrodnie nazistów poprzez oszczędny, dokumentalny ton).

Wszystkie te utwory łączy:

  • realizm i dokumentalność,

  • rezygnacja z patosu,

  • pokazanie dehumanizacji,

  • moralna ambiwalencja (brak jednoznacznych bohaterów i złoczyńców — system zmienia wszystko).

W kontekście literatury łagrowej również pojawia się pojęcie „człowieka zlagrowanego”, czyli jednostki przystosowanej do obozowego świata, pozbawionej emocji i współczucia — co odnosi się bezpośrednio do narratora Tadka.

3. Kontekst filozoficzno-egzystencjalny – dehumanizacja, „szara strefa” i etyka przetrwania

Bardzo mocny i często wykorzystywany kontekst w interpretacjach Borowskiego.

Odnosi się do refleksji nad tym, jak obóz zmienia człowieka i niszczy moralność.

Można tu nawiązać do:

  • przemyśleń Primo Leviego (zwłaszcza pojęcie zona grigia – szarej strefy), gdzie ofiary zmuszone są do udziału w funkcjonowaniu systemu zagłady w zamian za minimalne szanse przeżycia;

  • pytań o to, czy w sytuacjach granicznych istnieją jeszcze kategorie dobra i zła;

  • koncepcji egzystencjalnych pokazujących człowieka pozbawionego sprawczości, wrzuconego w skrajnie absurdalny świat, który nie podlega zwykłym zasadom etycznym.

W „Proszę Państwa do gazu” narrator Tadek nie ocenia i nie moralizuje — obóz unieważnia moralność, a człowiek zostaje sprowadzony do biologii i instynktu przetrwania.

Ten kontekst tłumaczy, dlaczego opowiadanie szokuje emocjonalną obojętnością narratora: jest to efekt życia w świecie, gdzie normy etyczne przestały obowiązywać.

3. stycznia rusza II edycja Kursu rozprawkowego, kliknij, by poznać szczegóły

Zadanie maturalne – wymowa lektury

Przykładowa odpowiedź: Tak, opisana we fragmencie „Na probostwie w Wyszkowie” ocena sytuacji Polski po odzyskaniu niepodległości jest taka sama jak w „Przedwiośniu” Żeromskiego. Sytuacją z lektury, która to potwierdza jest przyjazd Cezarego do Polski. Kiedy bohater przekracza granicę kraju widzi nędzną wieś i ludzi pogrążonych w skrajnym ubóstwie. Nigdzie nie ma szklanych domów, o których opowiadał mu ojciec.