
Wymowa lektury
„Dżuma” Alberta Camusa to powieść paraboliczna, której zasadnicza wymowa wyrasta z doświadczeń autora związanych z II wojną światową, okupacją oraz własnym udziałem w ruchu oporu. Camus, pracując w podziemnej prasie „Combat”, obserwował, jak europejska rzeczywistość zostaje sparaliżowana przez totalitaryzm, przemoc i strach. W powieści choroba staje się więc metaforą zła, które ogarnia społeczeństwo tak samo nagle i bezlitośnie jak faszyzm. Epidemia w Oranie nie jest jedynie biologicznym zjawiskiem — to obraz świata ogarniętego okupacją. Zamknięte bramy miasta przypominają odciętą od świata Francję, a reakcje mieszkańców – od zaprzeczania, przez panikę, aż po heroizm – odwzorowują postawy ludzi wobec grozy wojny.
Camus chciał pokazać, że zło ma charakter uniwersalny i powracający. Nie można go wyplenić raz na zawsze, bo drzemie w człowieku i w strukturach społecznych. Dokładnie tak samo jak ideologie, które doprowadziły do hekatomby lat 1939–1945. W finale powieści narrator zauważa, że dżuma „nigdy nie umiera” — to wyraźny sygnał, że totalitaryzm, nienawiść i przemoc mogą powrócić, jeśli społeczeństwo przestanie być czujne.
Jednocześnie Camus podkreśla wagę ludzkiej solidarności i odpowiedzialności. Bohaterowie – doktor Rieux i Tarrou – nie walczą z chorobą dlatego, że wierzą w pełne zwycięstwo, lecz dlatego, że uważają to za moralny obowiązek. To echo filozofii Camusa: absurdalny świat nie zwalnia nas z etyki; przeciwnie, czyni ją koniecznością. W obliczu zła liczy się wytrwała, codzienna, nawet drobna praca na rzecz dobra. Tak właśnie działali ludzie w czasie okupacji: nie kierowali się nadzieją na pewny sukces, lecz poczuciem, że nie wolno biernie się godzić na zło.
Wymowa „Dżumy” sprowadza się więc do przekonania, że każdy człowiek ponosi odpowiedzialność za świat, w którym żyje. Autor pokazuje, że prawdziwy heroizm polega nie na wielkich gestach, lecz na konsekwentnej odmowie współudziału w złu. To wezwanie, by stawiać opór wszelkim formom nienawiści i przemocy, bo — jak uczy historia XX wieku — zło wraca wtedy, gdy ludzie przestają je rozpoznawać i mu się przeciwstawiać.
Streszczenie krótkie
Narrator — pozostający na razie w cieniu kronikarz — opisuje wydarzenia, które w 1940-tych latach dotknęły Oran, nijakie i zapracowane miasto w Algierii, pozbawione przestrzeni dla uczuć czy refleksji. Gdy lekarz Bernard Rieux zauważa pierwsze martwe szczury, nikt nie traktuje zjawiska poważnie. Wraz z narastającą liczbą padłych zwierząt w mieście pojawia się atmosfera lęku. Jedną z pierwszych ofiar tajemniczej choroby staje się dozorca Michel, którego gwałtowna śmierć przyspiesza decyzję lekarzy o zwołaniu komisji. Rieux dostrzega, że objawy odpowiadają dżumie — chorobie o ogromnej historycznej sile rażenia — lecz władze początkowo obawiają się tego słowa.
W tym czasie do życia Oranu wchodzą osoby, które odegrają kluczową rolę: Tarrou — inteligentny przybysz skrzętnie prowadzący zapiski, Grand — niepozorny urzędnik i niespełniony literat, Cottard — człowiek o niejasnej przeszłości oraz Rambert — dziennikarz pragnący wydostać się z miasta do ukochanej. Gdy epidemia staje się faktem, prefektura wprowadza środki ostrożności, a miasto zostaje zamknięte. Rozpoczyna się czas rozłąki, który odsłania kondycję mieszkańców: jedni popadają w rozpacz, inni w apatię, jeszcze inni — jak Cottard — odnajdują w chaosie niespodziewane poczucie bezpieczeństwa.
Wraz z nadejściem lata dżuma osiąga apogeum. Liczba zgonów rośnie, pogrzeby tracą ludzki wymiar, a z powodu braku trumien powstają zbiorowe mogiły i krematoria. Ojciec Paneloux wygłasza kazania, najpierw interpretując epidemię jako karę za grzechy, później — po śmierci niewinnego chłopca, syna sędziego Othona — jako próbę, która przerasta ludzkie rozumienie. W tym trudnym czasie Tarrou proponuje utworzenie ochotniczych oddziałów sanitarnych; Rieux przyłącza się bez wahania, a z czasem dołącza także Rambert, rezygnując z nielegalnej ucieczki.
Jesienią i zimą choroba nadal zbiera żniwo, lecz pojawia się nadzieja — doktor Castel opracowuje surowicę, która w niektórych przypadkach przynosi poprawę. Grand — którego Rieux pochopnie spisał na straty — niespodziewanie wraca do zdrowia, co symbolicznie zapowiada odwrót zarazy. W mieście krążą wiadomości o powracających szczurach, tym razem zdrowych, co stanowi zapowiedź nadchodzącej zmiany.
Z początkiem roku epidemia zaczyna ustępować, mieszkańcy odzyskują ostrożny optymizm, a życie publiczne powpowoli się odradza. Dla niektórych jednak koniec dżumy staje się źródłem niepokoju — Cottard popada w paranoję i w akcie desperacji otwiera ogień na ulicy, po czym zostaje aresztowany. W tym samym czasie tragicznie umiera Tarrou, mimo wysiłków Rieux, który czuwa przy nim do końca. Lekarz otrzymuje także wiadomość o śmierci żony w sanatorium — przyjmuje ją ze stoicką rezerwą, wypracowaną przez miesiące obcowania z cierpieniem.
W lutym miasto otwiera bramy. Rambert spotyka się z ukochaną, a mieszkańcy świętują odzyskaną wolność. Dopiero teraz narrator ujawnia swoją tożsamość — to doktor Rieux, który postanowił opisać epidemię, by ocalić pamięć o jej ofiarach i o ludziach, którzy w obliczu zagrożenia wybrali solidarność. Zakończenie jego relacji niesie gorzką lekcję: bakcyl dżumy nigdy nie znika na zawsze i potrafi powrócić w chwili, gdy ludzkość najmniej się tego spodziewa.
Maturalny Kalendarz Adwentowy
Poprzednia najniższa cena: 79,00 zł.
W 24 dni powtórz ze mną wszystkie najważniejsze pojęcia, lektury i zagadnienia językowe do matury z języka polskiego!
Każdego dnia będzie czekał na Ciebie filmik, notatka do pobrania oraz ćwiczenia do wykonania!
Już nie mogę się doczekać, aż razem będziemy:
✅ Powtarzać treść lektur – każdego dnia inne streszczenie!
✅ Utrwalać motywy – każdego dnia inna lektura!
✅ Szlifować schemat rozprawki – każdego dnia schemat wypowiedzi do wybranego tematu!
✅ Powtarzać konteksty – każdego dnia konteksty do innej lektury!
✅ Rozwiązywać zadania maturalne – każdego dnia inne zadanie: z plakatami/ lekturami/agadnieniami językowymi!
Streszczenie szczegółowe
Możesz przeczytać lub posłuchać tutaj ?
Część I
Już na początku dowiadujemy się, że: „ciekawe wypadku, które są tematem tej kroniki, zaszły w 194… roku w Oranie”. Dowiadujemy się, że Oran to miasto w Algierii, które w latach 40. było prefekturą francuską, co oznacza, że było uzależnione od Francji. To nieładny ośrodek handlowy, pozbawiony pięknych krajobrazów, w którym latem jest bardzo gorąco, a jesienią przeszkadza błoto. Jego mieszkańcy są skupieni na pracy od rana do wieczora i choć mają do dyspozycji pewne rozrywki, to ich życie polega na pogoni za pracą i karierą. Nie ma tu miejsca na miłość, przestrzeni do godnego przeżywania choroby, czy śmierci bliskich osób. Ludzie gonią za pieniądzem.
Narrator tekstu podkreśla, że poznamy jego tożsamość w odpowiednim momencie. Póki co nazywa siebie historykiem i pisze, że dzięki relacji innych osób oraz swoim kronikom udaje mu się opisać dramatyczne wydarzenia, które zaszły w Oranie.
Akcja rozpoczyna się 16. kwietnia. W tym dniu rankiem i wieczorem dr Bernard Rieux natyka się na martwe szczury i zgłasza incydent dozorcy budynku. Dowiadujemy się także, że lekarz ma chorą żonę, którą ma nazajutrz odwieźć na dworzec kolejowy. Michel skarży się lokatorowi, że to jacyś żartowiście stoją za sprawą szczurów, bo podrzucili do budynku kolejne trzy gryzonie. Na kolejne martwe zwierzęta Rieux napotyka się w ubogiej dzielnicy miasta, do której udaje się na obchód. Jeden z pacjentów Rieux jako przyczynę takiego stanu rzeczy podaje plagę głodu.
Bernard odbiera telegram od matki, która zapowiada swój przyjazd i odwozi ukochaną na stację kolejową. Kobieta, po czułym i pełnym łez pożegnaniu wyjeżdża z miasta. Jeszcze na stacji Rieux spotyka sędziego Othona. Mężczyzna jest surowy, razem z synem czeka na przyjazd żony. Podczas uprzejmej wymiany zdań obaj mężczyźni dostrzegają człowieka z klatką. Pojemnik jest wypełniony martwymi szczurami.
Tego samego dnia po południu Rieux przyjmuje Raymonda Ramberta — młodego dziennikarza, korespondenta francuskiej gazety, który zajmuje się pisaniem artykułu na temat warunków życia algierskich Arabów. Mężczyzna prosi o komentarz lekarza miejskiego, ale Rieux odmawia rozmowy na ten temat. Dowiaduje się, że dziennikarz nie może napisać wszystkiego, czego chce, a lekarz nie chce brać udziału w propagandzie. Rieux kieruje uwagę publicysty na temat martwych szczurów w mieście.
Popołudniem lekarz spotyka na schodach Jeana Tarrou, który przygląda się zdychającemu szczurowi i wykazuje zainteresowanie tematem. Michel informuje lokatorów o kolejnych martwych gryzoniach. Wiadomość o śmierci gryzoni nie robi jednak wrażenia na matce Rieux, którą bohater odbiera kolejnego dnia z dworca.
Bernard jest zaniepokojony sytuacją, postanawia zatelefonować do pana Marciera (dyrektora miejskiej służby odszczurzania miasta), który informuje go, że w samym urzędzie znaleziono około pięćdziesięciu martwych zwierząt.
Z czasem temat szczurów staje się popularny, tym bardziej, że został podchwycony przez prasę. Zaczyna się akcja odszczurzania i zwłoki gryzoni są palone. Uderzający jest opis tego, jak zwierzęta zaczynają wychodzić na ulicę wielkimi grupami i wspólnie dogorywają na ulicach Oranu. Miasto jest wręcz przepełnione szczurami.
Narrator podkreśla, że w mieście zaczyna panować epidemia strachu. Pod koniec kwietnia każdego dnia znajdywano po kilka tysięcy martwych gryzoni. Nagle jednak, na przełomie kwietnia i maja liczba martwych szczurów zaczyna spadać, co uspokaja orańską społeczność.
Na ulicy Bernard spotyka Michela, który skarży się doktorowi na ból szyi i pachwin, ma gorączkę i świszczący oddech. Nie jest w stanie iść o własnych siłach i pomaga mu w tym ojciec Panaloux (jezuita i cieszący się szacunkiem kaznodzieja miejski).
Tego samego dnia Rieux zostaje wezwany przez Josepha Granda (dawnego urzędnika). Mężczyzna zawołał doktora, gdyż w kamienicy, w której mieszkał, ktoś chciał popełnić samobójstwo. Udaje się odratować mężczyznę, którym jest niejaki Cottard. Człowiek ten prosi, by o incydencie nie zawiadamiać policji.
Kolejno lekarz udaje się na wizytę domową do dozorcy budynku. Nie jest w stanie postawić diagnozy, ale chyba się jej domyśla. Michel wyglada bardzo źle, jego stan drastycznie się pogarsza. Na jego ciele pojawiają się zmiany martwicowe, wybroczyny i opuchlizna. Lekarz postanawia skonsultować się z dr Richardem, od którego dowiaduje się o kolejnych przypadkach tej tajemniczej choroby.
Kolejnego dnia Rieux dostaje list od żony, co wprawia go w dobry nastrój. Niestety nie na długo, gdyż jeszcze tego samego dnia — dozorca budynku Michel umiera.
W tym momencie następuje zawieszenie akcji i narrator przedstawia nam historię Jeana Tarrou. Niewiele było wiadomo o tym przyjezdnym. To tylko, że zawsze był uśmiechnięty i lubił hiszpańską muzykę. Tarrou, podobnie jak narrator sporządzał notatki z wydarzeń mających miejsce w Oranie. Jego zapiski rozpoczęły od przyjazdu bohatera do miasta, którego brzydotą był oczarowany. Opisał w nich także pewnego staruszka, który wabił okoliczne koty, a gdy te przychodziły pod jego okna, ten opluwał zwierzęta. Opisuje także zimne stosunki rodziny sędziego Othona, którą widział w restauracji. Na koniec pierwszej części zapisków pojawia się szczegółowy opis wyglądu Bernarda Rieux. Dowiadujemy się, że lekarz był średniego wzrostu, czarne włosy i przypominał wg Tarrou sycylijskiego chłopa. Określał go jako „zorientowanego w sytuacji”
Faktycznie lekarz gromadził informacje na temat ostatnich wydarzeń w mieście. Zwrócił się do Richarda z prośbą o izolację chorych, czego przyjaciel niestety nie robi.
Kolejnego dnia Rieux udaje się do kamienicy, w której mieszka Grand i Cottard. Ma się tam odbyć przesłuchanie. Policja ustala, że przyczyną próby samobójczej były problemy osobiste.
Kiedy z każdym dniem upał w Oranie staje się coraz większy, przybywa także chorych. Ostatecznie komisja lekarska przyznaje, że mają do czynienia z epidemią, ale nie chcą przyznać, że to dżuma. Rieux próbuje przekonać do tego Castela, ale lekarz nie traktuje epidemii dżumy jako czegoś poważnego. Bernard powołuje się na fakt, że dżuma zabiła do tej pory 100 mln ludzi. Po wyjściu Castela postanawia „dobrze wykonywać swój zawód”.
W gabinecie Rieux zjawia się Grand i Cottard. Urzędnik ma za zadanie liczyć zgony, a Cottard przychodzi z podziękowaniami. W tym miejscu dowiadujemy się o Grandzie nieco więcej. Mężczyzna oszczędzał się, był człowiekiem nadającym się idealnie do prostych, drobnych prac, nigdy nie upominał się o swoje. Lekarz domyśla się, że Grand jest niespełnionym literatem i potajemnie pisze książkę.
Kolejnego dnia zbiera się komisja lekarska. Rieux przekonuje ją, że Oran ma do czynienia z epidemią dżumy. Nie można więc udawać (jak robiono dotychczas), że problem nie istnieje. Komisja ustala zatem, że należy wprowadzić pewne środki zaradcze: wyjątkową dbałość o higienę.
Po spotkaniu Rieux widzi się z Grandem, który opowiada o diametralnej zmianie, jaka zaszła w Cottardzie. Mężczyzna nagle zaczął wychodzić, cieszyć się życiem, a nawet rozdawać pieniądze ubogim. Urzędnik domyśla się, że Cottard ma zapewne coś na sumieniu.
Myśli Bernarda wypełania troska o serum. Obawia się, że w Oranie mają do czynienia z mutacją choroby i lekarstwo może nie zadziałać.
Wieczorem doktor spotyka się z Cottardem, który jest dziwnie zainteresowany epidemią.
Kolejnego dnia, podczas obchodu Rieux odnosi wrażenie, że pacjenci przed nim coś ukrywają (tak naprawdę nie chcą iść do szpitala). Dowiadujemy się, że liczba chorych gwałtownie wzrasta i zapada decyzja o utworzeniu w szkole szpitala pomocniczego. Rieux zajmuje się przebijaniem „dymienic” czyli powiększonych gruczołów, a Castel dochodzi do wniosku, że za rozprzestrzenienie się dżumy są odpowiedzialne pchły zdechłych szczurów.
Liczba chorych wymaga powołania kolejnego szpitala pomocniczego. Wciąż gubernator nie przekazał dyspozycji, co do większych obostrzeń, co wzbudza złość w Bernardzie. Ostatecznie prefekt miasta zarządza izolację chorych, dezynfekcję mieszkań i kwarantannę rodzin. Przychodzi także serum, które na niektórych działa. Niestety, po krótkim czasie, liczba umierających dochodzi do 300 osób dziennie i gubernator postanawia zamknąć miasto.
Część II
Po tym, jak zamknięto bramy miasta, to znaczy nie można było wjechać, jak i wyjechać z Oran, epidemia stała się problem dotyczącym każdego mieszkańca. Część ludzi został rozdzielona. ci, którzy wyjechali zaledwie kilka dni wcześniej, nie mogli już wrócić. Zakazano nawet wysyłania listów. Kontakt międzymiastowy ograniczył się do rozmów telefonicznych i depesz. Pozwolono tylko na wjazd tych, którzy opuścili miasto przed wybuchem epidemii. Jedną z osób, która decyduje się na powrót do domu jest żona Castela. Narrator opisuje, jak rozłąka wpływała pozytywnie na umacnianie się więzi rodzinnych. W gorszej sytuacji są ci, którzy utknęli w Oranie. Przykładem takiej osoby jest Rambert. Zostają wprowadzone limity na paliwo, żywność czy energię elektryczną. Zamyka się sklepy, przedsiębiorstwa przestają działać, a ludzie chodzić do pracy. Wiąże się to z początkową euforią, przebywaniem obywateli w restauracjach, spożywaniem nadmiernych ilości alkoholu.
W dwa dni po zamknięciu miasta Rieux spotyka Cottarda, który jest bardzo zadowolony z obecnej sytuacji miasta. Dowiadujemy się także, że żona lekarza wciąż jest w sanatorium. Zostaje nam przybliżona sytuacja osobista Granda (jego żona opuściła go, gdyż mężczyzna nie okazywał jej uczuć, urzędnik od lat próbuje zebrać się do napisania listu, ale wciąż szuka odpowiednich słów <— dowód na bierność).
W trzy tygodnie po zamknięciu Oranu, Rieux spotyka Ramberta. Dziennikarz jest zrozpaczony. Wyjaśnia lekarzowi, że w Paryżu ktoś na niego czeka (kobieta), a on nie może wydostać się z pułapki. Prosi zatem lekarza o pomoc w załatwieniu mu zwolnienia. Niestety lekarz nie ma takich możliwości, że w podobnej sytuacji jest wielu innych. Zdesperowany Rajmond wyznaje, że podejmie się wszelkich środków, by opuścić Oran.
Dowiadujemy się, że Rieux kierował jednym z trzech szpitali pomocniczych. Dostaje informacje od żony. Czyta ją z drżącaącymi dłońmi (denerwuje się, że być może żona ma się gorzej, lub umiera). Sam, fizycznie czuje się nieźle. Rieux w pracy bywa świadkiem tego, jak ludzie desperacko reagują na przyjazd karetki po chorego.
W miesiąc po wybuchu epidemii ojciec Paneloux zdecydował się wygłosić płomienne kazanie, w którym oskarżał mieszkańców Oranu o bezbożność. Widział w niej przyczynę epidemii. Wg duchownego to rozluźnienie obyczajów i grzechy orańczyków sprowadziły na miasto epidemię. Jest to w jego ujęciu kara za grzechy dla tych, którzy odwrócili się od Boga.
Na temat homilii jezuity rozmawiają Rieux i Grand. Wtedy właśnie urzędnik zwierza się, że pisze powieść, ale jej pierwsze zdanie wciąż sprawia mu kłopot. Chciałby tak zacząć swą powieść, aby każdy czytelnik po jego lekturze mógł wykrzyknąć: „czapki z głów”.
Niektórzy ludzie siłą probują opuścić miasto. Rambert popada w apatię. Nikt nie jest mu w stanie pomóc. wspomina ukochaną, przesiaduje na dworcu kolejowym.
Wraz z nastaniem czerwcowych upałów liczba tygodniowych zgonów sięga siedmiuset. Władze wprowadzają większą liczbę patroli, dochodzi do odstrzału psów i kotów, które mogą być potencjalnymi nosicielami pcheł. Z dziennika Tarrou dowiadujemy się, że prefektura miasta decyduje się na podawanie liczby zgonów dziennie, a nie tygodniowo, aby podawane liczby nie wzbudziły paniki w mieszkańcach. Drugi narrator informuje nas także o absurdalnych poczynaniach Orańczyków, którzy wierzą, że mentolowe pastylki uchronią ich przed zakażeniem. Okazuje się także, że mieszkający po sąsiedzku staruszek już nie pluje na koty. Większość z nich odstrzelono. Tarrou komentuje także kazanie ojca Paneloux. Uważa, że uprawianie retoryki jest czymś powszechnym przy okazji takich wypadków. Przypomina także wizytę, którą odbył z Rieux. Mężczyźni odwiedzili pacjenta, który jest już dojrzałym człowiekiem i od wielu lat leży w łóżku. Uważa, że pierwszą połowę życia, związaną z aktywnością już przeżył. Tarrou opisuje także puste miasto: nie działają sklepy, nie prowadzi się obwoźnej sprzedaży gazet, popularnością cieszy się nowy tytuł: „Kurier Epidemii”, ludzie mogą poruszać się tylko tramwajami. Po południu, kiedy nadchodzi upał, miasto z nów pustoszeje. Swoje rozważania kończy uwagą na temat tego, że w sytuacji kryzysowej ludzie stawali się bardziej religijnymi, ale nie w sensie duchowym, a namiętnym. Poszukiwali rozkoszy. (Ta uwaga odnosi się do reakcji ludzi na sytuacje graniczne i atawistyczną chęć przedłużenia gatunku).
Wracamy do głównej narracji. Dowiadujemy się, że matka Rieux martwi się o to, że syn tak dużo pracuje. Doktora odwiedza Tarrou i dzieli się pomysłem utworzenia ochotniczych oddziałów sanitarnych. Lekarz, choć jest świadomy zagrożenia, zgadza się.
Mężczyźni zaczynają rozmowę na temat Boga. Bernard wyznaje, że jest ateistą. Uważa, że tylko ktoś, kto nie wierzy jest w stanie naprawdę nieść pomoc, w przeciwnym wypadku poświęca się przecież losy Bogu. Mówi o swojej cichej rywalizacji z Bogiem (por. „Zdążyć przed Panem Bogiem”), o tym, że kiedyś chciał być sławnym, dorobić się, ale bieda nauczyła go pokory.
W Oranie tworzone są oddziały sanitarne. Ludzie angażują się w pomoc głownie z powodu braku lepszego zajęcia. W międzyczasie Castel pracuje nad surowicą, która ma stać się remedium na dżumę. Za statystki odpowiedzialny jest Grand, który opowiada Reiux i Tarrou o swojej książce i wątpliwościach, związanych z doborem słów.
Do Oranu docierają wyrazy współczucia i wsparcia z całego świata. Są to jednak puste frazesy, które nie podobają się Rieux.
Rambert decyduje się opuścić miasto w sposób nielegalny. Dzięki kontaktom Cottarda ma zostać przemycony. Niedoszły samobójca zwierza się dziennikarzowi, że na dorobił się na kontrabandzie i nie zamierza opuszczać miasta. W ucieczce Ramberta mają pomóc Garcia i Raoul. Ucieczka ma kosztować 10 tys. franków. Dziennikarz zwierza się Rieux z planu ucieczki, dowiaduje się od lekarza, że nawet pomoc, którą Oran otrzymał z zewnątrz jest niewystarczająca przy obecnym stanie epidemii. Pojawia się Tarrou, który informuje mężczyzn, że ojciec Paneloux zdecydował się przyłączyć do pomocy humanitarnej.
We czwartek Rambert czeka na Gonzalesa, który przedstawia mu mężczyzn, którzy będą za dwa dni pełnić wartę. Ucieszony dziennikarz zaprasza na kolację Rieux i Tarrou.
Ostatecznie nie dochodzi do ucieczki Ramberta. O omówionej godzinie nie zjawiają się strażnicy. Dziennikarz jest rozczarowany i udaje się do Rieux w poszukiwaniu Cottarda.
Kiedy dochodzi do spotkania Tarrou, Rieux i Cottarda, ten ostatni nie wyraża chęci zaangażowania się w pomoc. Na te słowa Tarrou demaskuje sprzedawcę win. Wypomina mu, że gdyby nie epidemia, Cottard zostałby aresztowany. Przerażony mężczyzna deklaruje nie chwalić więcej dżumy, nie chce aby lekarz i Tarrou go wydali.
Dochodzi do ponownego spotkania Ramberta z Gonzalesem i ponownej próby ucieczki, która także kończy się niepowodzeniem. Kiedy dziennikarza odwiedzają Tarrou i Riuex, mężczyzna wyznaje, że nie ma nadziei na opuszczenie miasta. Wyjaśnia, że nie byłby w stanie ginąć dla idei. Nie rozumie poświęcenia lekarza i Tarrou, uważa, ze widocznie nie mają nic do stracenia. Tarrou wyznaje wtedy, że żona Riuex jest ciężko chora i jest poza miastem. Na te słowa Rambert reaguje zdziwieniem. Kolejnego dnia dziennikarz decyduje się na pomoc w ochotniczych oddziałach sanitarnych.
Część III
Narrator opisuje sierpniowe upały. Jest to szczytowy punkt epidemii. Atmosferę zagłady podkreśla fakt, że wzmaga się wiatr i ludzie, którzy chodzą ulicami, zasłaniają twarze od kurzu (motyw końca świata, Apokalipsy). W centrum miasta tworzy się getto, którego nie można opuszczać. Dowiadujemy się, że w innych dzielnicach miast dochodzi do podpaleń, gdyż ludzie chcą w ten sposób wyeliminować bakcyla dżumy. Największym zagrożeniem są także duże skupiska ludzi: klasztory czy koszary wojskowe. Wzmagają się także próby ucieczki i forsowanie bram miasta. Dochodzi do upadku moralnego ludzi. Czują się bezkarni, kradną, plądrują sklepy. Obywatele Oranu są karani niezwykle poważnie. Kilku złodziei nawet rozstrzelano.
Narrator opisuje także pogrzeby. Z czasem zostały one pozbawione uroczystego charakteru. Chodziło o to, by jak najszybciej zakopać trumnę ze zmarłym z powodu dżumy. Ironicznym jest fakt, że w zakładach pogrzebowych zaczyna brakować trumien. W związku z tym, na tyłach cmentarza wykopano zbiorowe mogiły, w których ciała są przysypywane wapnem. Dowiadujemy się także, że ludzie rezygnują z pracy, gdyż boją się zarażenia. Niektórzy jednak, dla odmiany są chętni do prac wysoce niebezpiecznych (chowanie zmarłych), gdyż są one bardzo dobrze płatne.
Ostatecznie, liczba zmarłych jest tak duża, że prefekt miasta zdecydował się na otworzenie krematorium. Wożono tam zwłoki miejskimi tramwajami, które zostały zaadaptowane do tego celu. Palone ludzkie ciała wydzielały okropny zapach, który unosił się nad miastem.
Na koniec narrator wyraża reflekcje na temat rozdzielonych w wyniku epidemii mieszkańców Oranu. Z czasem zapominają oni twarz ukochanych. Tęsknota ustępuje walce o przetrwanie.
Część IV
Nastaje jesień. Pojawiają się deszcze i mgły. Pracujący w ochotniczych oddziałach sanitarnych są przemęczeni. Tymczasem Rambert zostaje jednym z zarządców stacji kwarantanny. Wciąż marzy o opuszczeniu miasta, a Grand sporządza raporty dotyczące zachorowań i śmierci.
Rieux dostaje wiadomość od naczelnego lekarza sanatorium o pogorszeniu się stanu zdrowia żony. Mężczyzna nie chce z nikim rozmawiać o tej trudnej sytuacji, z czego zwierza się Grandtowi. W tym czasie Tarrou zaprzyjaźnia się z Rieux i przenosi się do jego mieszkania, gdyż hotel przerobiono na stację kwarantanny.
Dowiadujemy się także, że Castelowi udało się w końcu opracować serum. Pierwszym, który przyjmie lekarstwo ma być syn sędziego Othona. Ludzie niechętnie oddają swoich bliskich do szpitala, ludzie są wyczerpani, nie przestrzegają już zasad reżimu sanitarnego.
Jedyną osobą, która ma się dobrze jest Cottard. Z dzienników Tarrou dowiadujemy się, że przestępca przyjmuje postawę kogoś śmiertelnie chorego, któremu właściwie już nic nie grozi i dlatego może pozwolić sobie na spokój i zadowolenie.
Niektórzy z mieszkańców Oranu oddają się zapomnieniu, zabawie i wydają oszczędności w restauracjach. Okazuje się, że teatr ciągle działa, gdyż przyjezdna grupa teatralna utknęła w Oranie. Podczas przedstawienia ma miejsce wypadek — jeden z aktorów zasłabł.
Na początku września Rambert ponownie spotyka się z Gonzalesem. Pomieszkuje o Marcela i Louisa, którzy mają jedzenie, pochodzące z kontrabandy. Rieux ostrzega Ramberta by spieszył się z ucieczką, bo sędzia Othon chce aresztować tych, którzy zajmują się nielegalnym obrotem towarów. Nie zamierza zatrzymywać Ramberta. Ostatecznie dziennikarz nie decyduje się na ucieczkę. Postanawia zostać z Rieux i Tarrou. Uważa, że byłoby to nieuczciwe.
Pod koniec października po raz pierwszy zastosowano serum. Chorym był syn sędziego Othona. Dziecko bardzo cierpi, serum mu nie pomaga i na chwilę przed śmiercią wydaje z siebie przeraźliwy krzyk. Rieux wykrzykuje do ojca Paneloux, że „przynajmniej ten był niewinny”. Śmierć małego Othona zmieniała podejście jezuity. Drugie kazanie księdza definiuje dżumę już nie jako karę, ale jako próbę. Orańczycy wolą jednak czytać przepowiednie niż słuchać duchownego. Niedługo potem Paneloux choruje. Odmawia wezwanie lekarzy. Kiedy ostatecznie zostaje zabrany do szpitala, to ku zdziwieniu Rieux, nie ma żadnych typowych objawów dżumy. Ojciec umiera w ciszy swojego cierpienia.
W listopadzie następuje ochłodzenie. Nikt nie obchodzi Dnia Wszyskich Świętych. Urzędnicy przewidują, że wraz z ochłodzeniem epidemia może tracić na sile. Dowiadujemy się, że wszystkie budynki publiczne pełnią teraz funkcję szpitali lub formacji sanitarnych. Dodatkowym utrudnieniem dla mieszkańców jest wzrost cen. Ludzie się buntują, ale ich sprzeciw zostaje spacyfikowany. Prasa propagandowo i uspokajająco zaczyna pisać o obozach jako oazach spokoju. Jeden z obozów kwarantanny odwiedza Tarrou. Udaje się na stadion miejski z Rambertem. Obóz jest otoczony wysokim murem. Jego zadaniem jest ochrona przed ucieczką oraz izolacja przed gapiami. Na stadionie umieszono bardzo dużo czerwonych namiotów, wielu ludzi siedzi na trybunach, a po zmroku wraca do namiotów. Na stadionie panuje cisza, ludzie pogrążeni są w apatii. Mężczyźni spotykają sędziego Othona, który prosi o przekazanie Riuex podziękowań. Dowiadujemy się o istnieniu innych obozów, z których dochodzi fetor, dźwięki alarmu i megafonów.
Pod koniec listopada, kiedy poranki są bardzo zimne Tarrou decyduje się zwierzyć przyjacielowi. Wyznaje, że już chorował na dżumę (w sensie metaforycznym). Opowiada historię swojego ojca, który był prokuratorem i wielokrotnie żądał kary śmierci. Z czasem Jean zaczął nienawidzić ojca i za cel życiowy postawił sobie, by nie być zadżumionym. Uważał, że wszyscy ci, którzy w jakiś sposób przyczyniają się do śmierci drugiego człowieka są właśnie zadżumieni. Jednocześnie Tarrou jest ateistą, ale trapi go myśl, czy można być świętym bez Boga. Zależy mu bowiem na tym, by nieść pomoc innym. Doktor odpowiada, że zależy mu jedynie na tym, by być człowiekiem. Mężczyźni udają się na molo, po czym pływają w morzu.
W grudniu wciąż trwa epidemia. Mimo niższej temperatury szpitale wciąż są pełne, krematoria muszą działać, a wielu ludzi musi zostać odizolowanych. Rieux dostaje list od Othona, który przez pomyłkę administracyjną wciąż przebywa w izolacji. Oburza to lekarza, ale Othon jest pogodzony z sytuacją. Nie przypomina już dawnego, oschłego i apodyktycznego mężczyzny. Wyznaje, że każdy się może pomylić. Dodaje, że chce pracować w obozie, aby w jakimś sensie być bliżej swojego zmarłego syna.
Nadchodzi Boże Narodzenie. W tym czasie Rambert nawiązuje kontakt listowy z ukochaną. Także Rieux, pierwszy raz od dawna pisze list do żony, na który nie nadchodzi odpowiedź. Święta nie są celebrowane przez mieszkańców Oranu. Za żoną tęskni także Grand, który zalewa się łzami przed wystawą sklepową, gdzie kiedyś, przed laty oświadczył się ukochanej. Urzędnik ma objawy choroby. Kiedy Rieux odwiedza go, Grand wręcza mu swój notatnik, w którym jest zapisane to samo zdanie, z niewielkimi modyfikacjami. Jest tam zawarty także fragment listu, który Grand chciał napisać do żony. Urzędnik prosi Rieux o spalenie notatnika. Choć lekarz jest pewny, że Joseph nie przeżyje nocy, okazuje się, że kolejnego dnia z Grandem jest lepiej, a serum zaczęło działać.
W trakcie kolejnych wizyt Riuex dowiaduje się, że w mieści znów pojawiły się szczury, ale tym razem nie umierają.
Na początku kolejnego tygodnia, epidemia zaczyna powoli ustępować.
Część V
Orańczycy jeszcze nie wierzą, że epidemia się cofa. Ceny wracają do normy, zakonnicy i żołnierze wracają do klasztoru i koszar, na ulicach znów zaczynają świecić latarnie. Ludzie stopniowo ulegają optymizmowi. Cieszą się także Rambert, Rieux i Tarrou, który widzi na ulicy kota i uśmiecha się do myśli na temat staruszka.
Z notatek Tarrou dowiadujemy się, że tylko Cottard nie podzielał optymizmu orańczyków. Z jego notatek dowiadujemy się także, że Grand wyzdrowiał. Notatki są jednak chaotyczne, co można tłumaczyć zmęczeniem.
Cottard zaczyna nachodzić Rieux i dopytuje, czy jest szansa, aby epidemia wybuchła na nowo. Kontrabandzista zaczyna unikać ludzi i znika. Po dwóch dniach Tarrou spotyka Cottarda na ulicy. Mężczyzna chciałby, aby urzędy przekreśliły całą przeszłość sprzed epidemii. Kiedy podchodzą do nich policjanci, Cottard zaczyna uciekać.
Tymczasem Rieux zastanawia się nad tym, kiedy otrzyma list do żony. Mężczyznę smuci też fakt, że Tarrou źle się czuje i ma objawy choroby. Lekarz podaje mu serum. Tarrou chce znać stan swojego zdrowia, prosi lekarza, by nie ukrywał go przed nim. Kolejnego dnia wieczorem Tarrou umiera. Rieux zastanawia się nad ich relacją, jest mu przykro, że nie mogli się nacieszyć swoją przyjaźnią. Doktor otrzymuje także kolejną przykrą wiadomość — o śmierci żony, która nastąpiła już osiem dni wcześniej. Rieux zachowuje spokój. Nauczyła go tego jego praca.
W lutym otwarto bramy miasta, orańczycy świętują, a do Ramberta przyjeżdża ukochana kobieta. Spacerując po mieście, Rieux obserwuje zakochanych i wspomina przyjaciela.
W tym momencie narrator wyjawia swoją tożsamość — to on jest doktorem Rieux. Nie chciał się ujawniać, by zachować obiektywizm opowieści. Chciał być głosem mieszkańców, wykluczając Cottarda. Idąc w kierunku kamienicy Gradta i Cottarda spotyka policjantów, którzy informują go o tym, że ktoś strzela do ludzi. Jest to rentier Cottard, który ostatecznie zostaje aresztowany. Po odwiedzinach u Gradta, który wyznaje, że napisał w końcu list do żony, Rieux rozmyśla o Cottardzie i zmierza do starego astmatyka. Chory jest zaskoczony, że Tarrou nie żyje. Rieux wychodzi na taras w mieszkaniu pacjenta, by popatrzeć na świętujący tłum.
Notatki z „Dżumy”
Poprzednia najniższa cena: 10,99 zł.
? Notatki maturalne z języka polskiego – Twoja kompletna baza wiedzy z „Dżumy”.
Chcesz wreszcie zrozumieć lektury, a nie tylko kuć je pamiętać?
Moje notatki to nie zwykłe opracowania – to maturalne kompendium, które przeprowadzi Cię krok po kroku przez każdą obowiązkową lekturę.
Zdjęcia opracowania mają charakter podglądowy
Chcesz wiedzieć więcej?
Wybrane fragmenty Dżumy
Lektura wybranych fragmentów lektury pomoże Ci lepiej zrozumieć tekst. Dzięki ich znajomości jesteś w stanie podać precyzyjny przykłada w wypracowaniu i dzięki temu zdobyć więcej punktów ?
Obraz miasta
Oran przybrał więc wygląd szczególny. Liczba pieszych powiększyła się znacznie i nawet w godzinach pracy wielu ludzi, zmuszonych do bezczynności na skutek zamknięcia sklepów czy niektórych biur, zapełniało ulice i kawiarnie. Na razie nie byli jeszcze bezrobotnymi; mieli urlopy. Tak więc około trzeciej po południu na przykład, pod pięknym niebem, Oran zdawał się złudnie świętującym miastem, gdzie zatrzymano ruch i zamknięto sklepy, by umożliwić pochód ludności, i gdzie mieszkańcy wylegli na ulice, by wziąć udział w zabawach. Rzecz jasna, że kina korzystały z tego powszechnego urlopu i robiły wielkie interesy. Ale urwała się łączność z filmami krążącymi w departamencie. Po upływie dwóch tygodni kina musiały wymieniać swoje programy, później zaś wyświetlały wciąż ten sam film. Mimo to ich dochody nie zmniejszały się. Kawiarnie wreszcie, dzięki znacznym zapasom zgromadzonym w mieście, gdzie handel win i alkoholu zajmuje pierwsze miejsce, mogły również obsłużyć swych klientów. Prawdę powiedziawszy, ludzie pili dużo. Pewna kawiarnia umieściła wywieszkę: “Alkohol zdrowiu sprzyja, zabija bakcyla”, i rozpowszechnione wśród ludności przekonanie, że alkohol chroni przed chorobami zakaźnymi, umocniło się jeszcze. Co noc, około drugiej nad ranem, dość pokaźna gromada pijaków wyrzuconych z lokali zapełniała ulice, wymieniając optymistyczne poglądy. Ale wszystkie te zmiany były w pewnym sensie tak niezwykłe i zaszły tak szybko, że niełatwo było uznać je za normalne i trwałe. W rezultacie nadal wysuwaliśmy na plan pierwszy nasze uczucia osobiste.
Historia Tarrou
Mój ojciec był zastępcą prokuratora generalnego, co jest pozycją. Nic jednak tego nie zdradzało, z natury bowiem był poczciwy. Moja matka była prosta i zawsze w cieniu, nigdy nie przestałem jej kochać, ale wolę o tym nie mówić. Ojciec zajmował się mną, kochał i sądzę nawet, że usiłował mnie rozumieć. Miał swoje przygody, jestem teraz tego pewien, ale bynajmniej mnie to nie oburza. Zachowywał się w tym wszystkim, jak należało się po nim spodziewać, nie urażając nikogo. Krótko mówiąc, nie był zbyt oryginalny i dziś, kiedy nie żyje, zdaję sobie sprawę, że jeśli nie żył jak święty, nie był przecież złym człowiekiem […]. Kiedy miałem bowiem siedemnaście lat, ojciec zaproponował mi, żebym poszedł go posłuchać […]. Mimo to z owego dnia pozostał mi tylko jeden obraz — winowajcy […]. Wyglądał jak sowa spłoszona zbyt żywym światłem. Węzeł jego krawata nie przylegał dokładnie do kołnierzyka. Ogryzał sobie paznokcie u jednej ręki, u prawej… Krótko mówiąc, nie muszę podkreślać; zrozumiał pan, że był to żywy człowiek […]. Nie słyszałem niemal nic, czułem, że chcą zabić tego żywego człowieka, i jakiś straszny instynkt, jak fala, niósł mnie ku niemu z rodzajem upartego zaślepienia. Ocknąłem się naprawdę dopiero wtedy, gdy mój ojciec rozpoczął mowę oskarżycielską […] powiedział tylko: «Ta głowa powinna spaść» […]. Począwszy od tej chwili, ze wstrętem interesowałem się sądami, wyrokami śmierci, egzekucjami; stwierdziłem z zawrotem głowy, że mój ojciec wiele razy był obecny przy morderstwach, właśnie wtedy, kiedy wstawał wcześnie […]. Dlatego też ta epidemia niczego mnie nie uczy prócz tego, że trzeba z nią walczyć po stronie pana. Wiem na pewno (tak, wiem wszystko o życiu, jak pan widzi), że każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem, nie, nikt na świecie nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka i żeby go nie zakazić. Mikrob jest czymś naturalnym. Reszta, zdrowie, nieskazitelność, czystość, jeśli chce pan tak to nazwać, to skutek woli, i to woli, która nie powinna nigdy ustawać.
— Krótko mówiąc — powiedział Tarrou z prostotą — chciałbym wiedzieć, jak stać się świętym; tylko to mnie interesuje.
— Ale pan nie wierzy w Boga.
— Właśnie. Znam dziś tylko jedno konkretne zagadnienie: czy można być świętym bez Boga.
Rieux o swojej pracy
Rieux odwrócił się ku oknu. Ciemna gęstość horyzontu pozwalała odgadnąć w dali morze. Czuł jedynie zmęczenie i walczył jednocześnie z nagłym i nierozsądnym pragnieniem, by zwierzyć się trochę temu szczególnemu człowiekowi, który wydawał mu się przecież tak bliski.
— Nie wiem, przysięgam panu, że nie wiem. Kiedy wybrałem ten zawód, był to wybór w pewien sposób abstrakcyjny; bo chciałem być lekarzem, bo jest to zawód jak każdy inny, jeden z tych, który wybierają młodzi ludzie. Może także dlatego, że nastręczał szczególnych trudności dla syna robotnika jak ja. A potem zobaczyłem, jak się umiera. Czy pan wie, że są ludzie, którzy nie zgadzają się na śmierć? Czy słyszał pan kiedy kobietę krzyczącą “Nigdy!” w chwili śmierci? Ja słyszałem. I zrozumiałem wtedy, że nie będę mógł się do tego przyzwyczaić. Byłem wówczas młody i zdawało mi się, że moja niechęć godzi w porządek świata. Potem stałem się bardziej skromny. Po prostu nie jestem wciąż przyzwyczajony do widoku śmierci. Nie wiem nic więcej. Ale w końcu…
Rieux zamilkł i usiadł. Czuł suchość w ustach.
— Ale w końcu? — powiedział łagodnie Tarrou.
— W końcu… — podjął doktor i zawahał się jeszcze, patrząc na Tarrou z uwagą — jest to sprawa, którą człowiek taki jak pan potrafi zrozumieć; skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że nie wierzy się w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wznosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy.
— Tak — potwierdził Tarrou — rozumiem. Ale pańskie zwycięstwa zawsze będą tymczasowe, tylko tyle.
Zadanie maturalne z „Dżumy”

Zadanie
Zinterpretuj okładkę w kontekście przesłania utworu A. Camus pt. “Dżuma”. W odpowiedzi uwzględnij dwa elementy graficzne widoczne na okładce.
Przykładowa odpowiedź:
Okładkę można odczytać jako wizualne dopełnienie przesłania powieści Camusa. Miasto umieszczone na głowie postaci symbolizuje Oran, przestrzeń akcji „Dżumy”, która całkowicie zdominowała myśli, doświadczenia i codzienność bohaterów. Z kolei popękana struktura twarzy przypomina ciało niszczone przez chorobę, co nawiązuje do epidemii pustoszącej miasto, ale także metaforycznie odzwierciedla rozpad moralny i duchowy, jaki Camus ukazuje w obliczu zła. W ten sposób okładka łączy dosłowny obraz epidemii z symbolicznym przesłaniem o kruchości ludzkiej kondycji oraz nieustannym zagrożeniu, jakie niesie zło.
Więcej takich zadań, znajdziesz w:
Workbook z plakatami
Poprzednia najniższa cena: 49,00 zł.


